Chwila regeneracji, a potem – welcome to the jungle – Cz. 3

Po trzech dniach na łódce, ziemia pod moimi nogami nadal faluje. Mimo, że leżę już w czystej, wykrochmalonej pościeli w pokoju hotelu CC Hideaway w Karon.

Mam dwa dni no to, żeby się zregenerować. Mam tu na myśli takie tam babskie sprawy, typu ogolenie nóg, zadbanie o stopy i dłonie, nałożeniu odżywki na włosy i potrzymaniu jej dłużej niż 15 minut, pójście na zajęcia jogi, zamówienie sobie przepysznej sałatki z zielonej papai, skorzystanie z masażu oraz wyspanie się w ogromnym i czystym łóżku. Zdaje sobie doskonale sprawę, jak bardzo w chwili obecnej doceniam tę chłodną oraz czystą przestrzen wokół mnie, która w domu, w Norwegii towarzyszy mi na codzień.IMG_6053

IMG_6059

IMG_6085

IMG_6054

Pogoda na lądzie jest nadal bardzo zmienna, deszcz stuka o ogromne liście palmowe, ziemia paruje, a w powietrzu unosi się zapach gleby, torfu, roślin oraz kwiatów. W oddali, na horyzoncie widać wyładowania atmosferyczne. Słychać śpiew ptaków, gekony polują na rozleniwione owady. Atmosfera, jak dla mnie bardzo magiczna i liryczna.

Przez kolejne dni niespiesznym krokiem podążam przed siebie, odkrywając coraz to nowsze smaki, zapachy i widoki. Staram się unikać ogromnych plaż oraz miejsc z tłumami turystów. Powoli czuję wzrastającą ekscytację na myśl o kolejnym celu mojej podróży. Zaczynam wiec planowanie transportu do Parku Narodowego Khao Sok.

Infrastruktura transportowo-turystyczna na wyspie Phuket jest bardzo dobrze rozwinięta. Przez cały pobyt nie miałam ani razu problemu z tym, żeby przedostać się z punktu A do punktu B zarówno drogą lądową, jak i wodną. Środki transportuzamawiałam z reguły bezpośrednio z miejsc, w których nocowałam, unikałam brania taksówki w ciemno. Tym bardziej, że naczytałam się o taksówkowych mafiach, które grasują na Phuket.

Z hotelu CC Hideaway taksówkarz wiezie mnie na publiczny autobus, który odjeżdża z miasta Phuket do Khao Sok. Mam mieszane uczucia, ale gdy już siedzę w autobusie, jestem przeszczęśliwa. Najważniejsze, że podążam w dobrą stronę 🙂

Autobus jest klimatyzowany, kierowca standardowo zatrzymuje się, żeby zatankować. Martwię się tylko o to, żeby pamiętał aby się zatrzymać na mojej stacji.

IMG_6112


Przygoda w lesie deszczowym w Parku Narodowym Khao Sok

Ponad 4 godziny później dobijam do miejscowości Khao Sok. Kolejna baza miała być nieklimatyzowana, w bardzo prostym stylu oraz naturalnym otoczeniu. Chciałam doświadczyć tej dżungli oraz jej bliskości dosłownie na własnej skórze.

Khao Sok Cabana Resort jest położony 10 min pieszo od wejścia głównego do Parku Narodowego Khao Sok. Mój bungalow jest wyposażony bardzo prosto, ale posiada wszystkie niezbędne elementy do normalnego funkcjonowania. Lokalizacja jest dzika, z rana słychać odgłosy dżungli, okrzyki gibonów, ptactwa, cykad. Jaszczurki są zarówno na zewnątrz jak i w wewnątrz domku. Za dnia zupełnie mi to nie przeszkadza, natomiast w nocy mam lekkie paranoje i często sprawdzam szczelność mojej moskitiery dookoła łóżka 🙂

IMG_6113

IMG_6116

IMG_6124

Umawiam się z tutejszym przewodnikiem na wyprawę do dżungli. Decyduje się na safari indywidualne, cenę wynegocjowałam na 1200 THB.

Startujemy o godzinie szóstej, chcemy być pierwsi na tym szlaku oraz zobaczyć jak największą ilość zwierząt.

Dżungla mnie nie rozczarowuje, jest dokładnie taka, jak ją sobie zawsze wyobrażałam: dzika, pierwotna, niebezpieczna, pełna nieprzewidzianych sytuacji. Uzbrojona w specyfik na komary, dobre obuwie trekkingowe oraz przeciwdeszczową pelerynkę – ruszam.

Mój przewodnik jest dzielny, odpowiada na wszystkie moje pytania, a ja czuje się jak trzylatka, która właśnie odkrywa słowo „dlaczego”. 🙂

IMG_6125

IMG_6127

IMG_6129

Szlak przez dżungle prowadzi często przez błoto, kilka razy przekraczamy strumienie, patrze uważnie pod nogi, żeby na nic i nikogo nie nadepnąć. Większość czasu pada deszcz, a tutejszy klimat przypomina łaźnie parową. Przewodnik struga kij z bambusa na w razie gdybyśmy na naszym szlaku mieli spotkać kobre królewską. Albo raczej, gdybyśmy mieli znaleźć się przez przypadek na jej terytorium. Wskazuje mi zwierzęta i owady, które są niemal niezauważalne przez swój idealny kamuflaż.

Widzę piękne modliszki, kameleony, żółwie błotne, jadowite, włochate liszki, zielone jaszczurki, gibony, egzotyczne motyle, cykady

Jednym słowem: mój świat 🙂

IMG_6134

IMG_6152

IMG_6149

I nagle przewodnik przynosi mi jego:

img_6145.jpg

Emocje sięgają zenitu. Prządka olbrzymia. To taki pajączek, występujący w rejonach tropikalnych i subtropikalnych. Z racji swoich dużych rozmiarów poluje i żywi się nawet małymi ptakami jak i wężami, a jego pajęczyny są tak mocne, że mogą służyć również jako sieci do łowienia ryb. Nie należy do pająków agresywnych. Jest piękny, majestatyczny i delikatny.

Walczę ze sobą, ponieważ tak bardzo chciałabym go wziąć na rękę… Ciekawość mówi „tak,” zdrowy rozsądek mówi „nie”.

I znów zwycięża ciekawość 🙂


Powoli zbliża się pora śniadania. W cenię safari mam zagwarantowane śniadanie i lunch. Przewodnik przygotowywuje nam pyszny posiłek. Nigdy nie piłam porannej kawy w świeżo ustruganym kubku z bambusa.

To bardzo wyjątkowe miejsce. Odgłosybudzącego się lasu deszczowego są niedopisania piękne. Chwilowo się wypogadza, a na rozpalonym ognisku gotuje się woda na kawę i rumienią tosty.

IMG_6136 2

Niedługo potem nakryto do stołu: voilà 🙂

img_6140-2-e1501864976861.jpg

Po śniadaniu zmierzamy dalej. Duża ilość robactwa: komarów, mrówek, pijawek trochę zaczyna uprzykrzać mi życie, ale dla takiej wariatki i miłośniczki przyrody jak ja, jest to mimo wszystko istny raj.

Trzeba być czujnym i patrzeć pod nogi, ponieważ grasują tu plagi pijawek lądowych, które w bardzo krótkim czasie wdrapują się na twoje ciało. A szczerze powiem doświadczyłam ugryzienia i jest to średnio przyjemne uczucie. To znaczy: uważam, że to ohydni krwiopijcy. Ukąszenie same w sobie nie boli, ale sama świadomość powoduje u mnie ciary i odruch wymiotny.


Khao Sok Lake – zła bakteria mnie dopada

Kolejny poranek jest już nieco mniej kolorowy. Za 4 h ma przyjechać po mnie kierowca, żeby zabrać mnie na dwudniowe safari na jeziorze Khao Sok Lake z noclegiem na dryfującej wiosce, a ja ewidentnie czuje, że zatrułam się wczorajszą kolacją. Pędzę do walizki, wyciągam wszystkie możliwe złote środki na taką sytuację. Elektrolity i leki przeciwbiegunkowe pozwalają mi szybko opanować tę patową sytuację. Nadal czuje się bardzo słaba, najchętniej przespałabym cały dzień.

Postanawiam jednak nie rezygnować ze swoich planów i kontynuować podróż. Wyprawa na miejsce trwa około godziny autobusem, a potem półtorej godziny łodzią. Staram się dzielnie wytrzymać tę podróż, po dopłynięciu na miejsce decyduje się zaszyć w swojej małej chatce i odpuścić już wszystkie aktywności zaplanowane na dalszą część popołudnia.

IMG_6182

IMG_6185

IMG_6190

Moja mała chatka, wyposażona jest jedynie w materac, moskitierę oraz wiatrak.

To kolejne odcięcie od cywilizacji, nie ma tu ani sieci, ani internetu, a prąd włączony jest tylko na kilka godzin w trakcie nocy. Prawdziwe slow wakacje. Mam dużo czasu  na odpoczynek, przemyślenia i zdystansowanie się do codziennych problemów i zmagań, które czekają na mnie w domu. Jestem tu i delektuje się tym, co mnie otacza. Gdy się jest tak daleko od domu, wszystko okazuje się dużo prostsze.

Nazajutrz budzą mnie odgłosy ptaków oraz głośny krzyk gibonów. Wstajemy na lekkie śniadanie, czyli w moim przypadku naleśnik z dżemem. Muszę ostrożnie, bo żołądek nadal marudzi.

Wyruszamy na poranne safari łodzią. Woda jest spokojna, słońce dopiero wschodzi, las paruje, unosi się delikatna woń roślinności i spokojnego jeziora. Wszyscy wsłuchują się w ten niesamowity koncert, którego jesteśmy świadkami. Raz na jakiś czas przewodnik zarzuca wędkę z nadzieją, że coś złowi.

IMG_6236

IMG_6235

IMG_6242

Moja forma jest nieco lepsza, choć nadal słabiutka. Wzmacniam się ciepłymi posiłkami i dbam o to, żeby się nie odwodnić.

Lokalizacja tej wioski jest bajeczna: dookoła wysokie, zapierające dech w piersiach góry, wyrastające z lazurowego jeziora. Ograniczam się do leżenia, słuchania, pływania, odpoczywania i doznawania otoczenia. To przepiękne miejsce i uważam, że jest to absolutny mustdla każdego, kto zwiedza Park Narodowy Khao Sok.

IMG_6227

IMG_6237

IMG_6250

W drodze powrotnej zwiedzamy jeszcze jedną jaskinie. Dużo z niej nie zapamiętałam, bo zbytnio nie interesuje się jaskiniami. To, co tylko i wyłącznie zwróciło moje zainteresowanie, to były przeurocze, małe dyndające na suficie nietoperze 🙂

Ostatnie dwa punkty podróży: to szybki lunch na łodzi oraz ostatnia kąpiel w lazurowym jeziorze.

Po powrocie do Khao Sok Cabana Resort, zaczynam organizować transport i nocleg  na ostatni cel podróży, jakim jest wyspa Phi Phi.

happy kid ♥

IMG_6268

6 myśli w temacie “Chwila regeneracji, a potem – welcome to the jungle – Cz. 3

  1. lozanue

    Twoje opowieści dają dużo do myślenia, radzą jak korzystać z życia ‚pełną parą’, ale jednocześnie jak zachować minimalizm, zdrowy dla nas samych i otoczenia. Długa droga przede mną, by odrzucić ten toksyczny konsumpcjonizm i zbyt intensywne życie, ale niesamowicie się nią ekscytuje! Tobie także powodzenia! Widzimy się na kolejnej weekendowej podróży, mam nadzieję 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s