Jak wykorzystać zimowy potencjał i nie stać się leśnym, smutnym trollem

Zimy w Norwegii bywają przygnębiające. Nie będę wam pisać, że każdy dzień jest kolorowy, że co rano budzę się pełna weny, tryskam energią i liczę płatki śniegu, wpadające do kubka porannej herbaty, którą spijam na balkonie w ciepłym, wełnianym swetrze.

Bo tak nie jest.

Krótkie dni oraz brak słońca odciskają swoje piętno na moim codziennym nastroju. Okres jesień-zima zdecydowanie nie jest moją porą, więc mam dwa cele:przetrwać oraz  wyciągnąć z tego, co mnie otacza w miarę możliwości jak najwięcej dla siebie. Zachowując powyższą kolejność.

Kiedyś dosłownie zimowałam. Z przyjściem wiosny powoli zaczynałam aktywności sportowe oraz wracałam do życia.

Pewnej pamiętnej zimy, kilka lat temu, gdy niedobór witaminy D naprawdę dał mi się we znaki, niemal skończyło się to dla mnie depresją. Od tej pory co roku dbam o suplementacje witaminy D oraz dla wzmocnienia odporności piję również tran.

Swoją zimową kurację zaczynam już we wrześniu. Ten złoty zestaw naprawdę pomaga mi na spadek nastroju, wywołany deficytem promieni słonecznych. Tabletkę zapijam tranem i kubkiem letniej przegotowanej wody. Osobiście preferuje tran tradycyjny,  w płynie, o smaku cytrynowym. Zdecydowanie lepiej przechodzi przez gardło.

Ale wróćmy jak to było kiedyś.

Koc, książka, telewizja lub inne czynności w domowym zaciszu, mogą być małą częścią codzienności przez kilka miesięcy, ale nie ich podstawowym elementem. Przy takim trybie dni się praktycznie zlewały w jeden, wielki,  szary obraz. Wychodziłam do pracy: ciemno. Wracałam z niej: jeszcze ciemniej.  Słońca nieraz tygodniami nie widziałam, bo siedząc w biurze jedynym słońcem jest to, na tapecie mojego monitora. A w weekendy ciężko się było wstrzelić w pogodę, zazwyczaj  były chmury albo sypał śnieg. Odcięta od ruchu, tlenu skupiałam się na znalezieniu problemu na każde rozwiązanie. 🙂

Z biegiem czasu, zwolnieniu tempa i przy uważniejszej obserwacji samej siebiepostanowiłam skupić się na tym, co o tej porze roku najbardziej jest mi potrzebne by przetrwać. To dwa składniki: tlen i ruch.

Nie wiem, jak wygląda twoja droga do pracy i czym na codzień się zajmujesz. Moja wygląda tak, że jadę jakiś kwadrans do pracy. Parkuje przed budynkiem i pokonuje mniej więcej UWAGA całe 15 m do firmy. Podkreślając, że przez średnio 8 h wykonuje również pracę siedzącą. Sumując 30 m na świeżym powietrzu + 10 m do sklepu w drodze do domu to moja -norma dzienna-  od poniedziałku do piątku. Wow! Czyli to taka norma, jaką mam, bez zadania sobie trudu i zmobilizowania do dodatkowych aktywności.

Nic dziwnego, że okres trzech miesięcy dawniej mógł zlać mi się w jeden długi, szary obraz z krainy deszczowców z leśnym, smutnym trollem, jakim się stałam na czele.

Utrzymanie równowagi między leniuchowaniem a motywowaniem się do minimalnego wysiłku fizycznego zimą stało się dla mnie bardzo ważne.

Prócz tego uważniej zaczęłam przyglądać  się możliwościom, jakie oferują mi okolice zamieszkania. Latem eksploruje je wzdłuż i wszerz. Zimą do tej pory były mi obce.

Snapseed 8

Nie ma nic bardziej naturalnego i w symbiozie z zimą i tutejszym lasem, jak przeczesywanie go na nartach biegowych. Dopiero gdy zaczęłam się interesować tematem, odkryłam niesamowitą leśną infrastrukturę. Trasy oświetlone, połączone ze sobą na najróżniejsze sposoby, prowadzące do leśnych chatek z kawą i domowym ciastem.

Przydatna okazać może się stronka Skiforeningen.no Tutaj planujemy trasę, sprawdzamy kondycję szlaków oraz uświadamiamy sobie, że żyjąc w Norwegii naprawdę grzechem byłoby nie skorzystanie z tych wszystkich możliwości:

mapa

Strona Skiforeningen.no zimą oferuje nam łatwy wgląd we wszystkie trasy na narty biegowe oraz piesze na terenie Oslo i okolic. 


Po długim okresie oczekiwania na śnieg, okolice w końcu pokryły się białą, puchową pierzyną. Pakuje więc narty pod pachę i wyruszam ku kolejnej leśnej przygodzie. Droga jest mocno ubita. Pod nartami słyszę skrzypiący śnieg. Mieniące się jak kryształki płatki śniegu, spokojnie opadają na oszronione świerki. Błyszczące gałązki emanują bladoniebieskimi światełkami, ubarwiając zarazem subtelny jak i  wyrafinowany krajobraz.

Jest zimno, mróz szczypie w nos. Las jak zwykle hipnotyzuje swoja nieskazitelnością. Leśny  ekosystem spoczywa zahibernowany pod zbitą warstwą lodu i śniegu. Gdzieniegdzie widać świeże ślady puchowych, leśnych mieszkańców. Otoczenie oczarowuje spokojem, a różnokolorowe śnieżne witraże ujmują swym pięknem.

obrazek JPEG-8B1360ABD190-1

Trasa biegnąca koło mojego domu jest mało wymagająca. Dość płaski teren z kilkoma wzniesieniami jest dobry na początek. Po pierwszych odbytych wyprawach apetyt oczywiście rośnie i głodna przygody postanawiam obrać kierunek na mniej wydeptane szlaki.

Okazuje się oczywiście, że jest to nie lada wyczyn, ponieważ trasa jest dość stroma. Manewrowanie oraz hamowanie na dwóch długich i cienkich niczym wykałaczki nartach graniczy z cudem. Najprostszym sposobem hamowania okazuje się nurkowanie stylem dowolnym w najbliższą zaspę. Już dawno nie miałam tak częstej i bliskiej styczności ze śniegiem. Uczucie bezcenne: organizm dotleniony, endorfiny uwolnione, radość na twarzy oraz w sercu  🙂

IMG_9061

Rekonstrukcja zdarzeń na rzecz bloga 🙂

Oczywiście nie żałuję ani sekundy, że nie zdecydowałam się na tradycyjną trasę, mimo że przestrzegałabym przed tym innych początkujących narciarzy biegowych.

Popołudniowe słońce obsypuje otaczającą krainę ciepłym, miękkim światłem. Niebo nabiera wieczornych barw, odbijając się w różowo-srebrzystych odcieniach blasku.

Dookoła jest cicho, jedynie gdzieś w oddali delikatnie słychać ćwierkania aktywnych mieszkańców lasu. Lecą wysoko całą ferajną, w poszukiwaniu pożywienia, odbywając przy tym radosny taniec w przestworzach.

Fantastyczny sposób na wyciszenie oraz relaks.

FullSizeRender

Każdy rodzaj wyprawy na narty biegowe był świetnym sposobem na spędzanie wolnego czasu oraz na naładowanie się pozytywną energią, która o tej porze roku jest po prostu na wagę złota.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Fantastyczna jest różnorodność oraz ilość, oferowanych w tych okolicach szlaków. Można zaplanować sobie naprawdę udany dzień z nieopisanymi widokami, w pięknych okolicznościach natury. Sport ten swobodnie wykonywać można samemu, przy czym może stać się również świetnym pretekstem do nawiązania nowych znajomości na trasie 🙂

Każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie w zależności od preferencji oraz stopnia zaawansowania.

Spojrzenie na zimę z innej perspektywy pozwoliło mi dostrzec w niej wiele atutów, które ładuja mnie bardzo pozytywnie i zdecydowanie ułatwiają przetrwanie tej tak bardzo wymagającej pory roku.

Zachęcam więc i was do spróbowania, jeżeli jeszcze nie mieliście okazji znaleść swoich składników na przetrwanie zimy .

Pozdrawiam ciepło!

♥♥♥

snapseed-3.jpg

2 myśli w temacie “Jak wykorzystać zimowy potencjał i nie stać się leśnym, smutnym trollem

  1. Anonim

    Poraz kolejny jestem pod wielkim wrażeniem .Okres zimowy w twoim blogu został tak cudnie opisany i przedstawiony,że spoglądając przez okno na to całe zimowe otoczenie zrobiło mi się jakoś błogo.Świetnie napisane.Czekam na kolejne⛄

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s